Przycinanie drzew i krzewów powinniśmy zakończyć przed końcem sierpnia, aby nowo wyrośnięte pędy zdążyły zdrewnieć przed zimą.
Jak wykorzystać lokalną roślinność i stworzyć ogród wtapiający się w krajobraz?
Są takie miejsca, gdzie nasze poczynania ogrodowe mogłyby tylko zepsuć, to co jest już zaaranżowane przez samą naturę, a i czasem poprzez dawne działania ludzi. W takim właśnie miejscu ja znalazłam się wraz ze swoim gospodarstwem otoczonym starym lasem i młodnikami, które zarastają dawno nieuprawiane pola. Dodatkową atrakcją, jeśli ktoś lubi górki jest bardzo dynamicznie ukształtowany krajobraz.
Kiedy więc wprowadziłam się i zaczęłam myśleć o jakimś ogrodzie, wiedziałam, że nie może to być nic formalnego, że trzeba to wszystko tak urządzić, jakby było tu od zawsze. Inspiracją były dla mnie duże rozłożyste orzechy, pod którymi bardzo przyjemnie jest usiąść i podumać szczególnie w upalne dni. Po za tym teren jest dość duży, więc zagospodarowywanie go w całości i przekształcanie w jakiś uporządkowany ogród zupełnie przekraczałoby moje możliwości fizyczne no i finansowe. I co najważniejsze byłoby to zupełnie niepotrzebne. Postanowiłam więc działać krok po kroku, lokując głównie takie rośliny, które sprawdzą się tutaj najlepiej.
Pierwszym wykonanym projektem był mini skalniak, który tu http://skalniak.GoURL.pl został opisany w jaki sposób powstawał.Jak wspomniałam na terenie mojego gospodarstwa jest dużo starych drzew, to właśnie pozostałość po dawnych gospodarzach. Głównie są to duże rozłożyste orzechy, które niestety przyciągają masę gryzoni. Przekopują one w najbliższej okolicy orzechów ziemię wzdłuż i wszerz, przy okazji podgryzając posadzone rośliny. Swoje pewnie robią też wiewiórki, ale one raczej z orzechami uciekają do sąsiadującego ze mną lasu i tam pewnie gdzieś zakopują swoją zdobycz. Najgorsze jednak są wszelkie nornice, które przy okazji zakopywania orzechów, wykończyły mi już sporo roślin. No trudno, z uwagi na psy, które tropią wszystko co się da, nie mogę truć gryzoni, ale wzięłam się na sposób, żeby gryzonie odstraszać za pomocą wlewanej do otworków ich korytarzy nafty. Zobaczymy.
Póki co pod rozłożystymi konarami jednego orzecha ma się bardzo dobrze skalniak z funkiami. Słońce łagodnie filtruje się przez gałęzie. Ja jednak postanowiłam posadzić coś również w bezpośredniej bliskości pni orzechów. Okazją było kupienie na wyprzedaży azalii japońskiej, a potem zachorowałam na hortensję pnącą. Jak zwykle podziałał na mnie impuls, mianowicie pod jednym z orzechów rośnie kępa tutejszej trawy. Trawa ma dość sztywne i ostre liście, ciemnozielone, a kwiatostany są wysokie i delikatne niczym mgiełka. W tym też jej sąsiedztwie wylądowała azalia oraz pniaczek do siedzenia. Z tego miejsca jest bowiem ładny widok na Beskid Niski, a dodatkową atrakcją są przepięknie pachnące floksy obok na grządce.
Pod drugim orzechem posadziłam hortensję pnącą i powojnik botaniczny. Pod nim również rosła kępa trawy śmiałka darniowego, ale już nie taka duża. Obok niej posadziłam miejscową paproć, a wiosną trochę miejscowych zawilców i kokoryczy, ale są to rośliny, które niestety tracą liście w sezonie. Żeby więc nie było tak pusto i łyso pod drzewem, dosadziłam miejscową dąbrówkę i bluszczyka kurdybanka. Między te wszystkie rośliny ulokowałam trochę siewek koleusa, którego miałam nadmiar, wprawdzie wolałabym tam kolorystycznie, aby był zielonożółty, a nie czerwony, ale może być. W tym momencie wszystko to utworzyło już dość gęste poszycie. A, zapomniałam, posadziłam tam też kupioną na wyprzedaży żurawkę "Cinnabar Silver", a w donicy tiarellę "Sugar and Spice".
Kolejne drzewo to stara jabłoń, schorowana niestety, najprawdopodobniej jest to rak jabłoni, ale z bardzo ładnie ukształtowaną koroną i to właśnie zdecydowało, że jej nie wycięliśmy. Trochę tylko prześwietliliśmy, usuwając najbardziej uszkodzone gałęzie. Pod nią , obok niej, rosną posadzone przez poprzedników porzeczki, czerwone , czarna i biała. W zeszłym roku kiedy zaowocowały i spróbowałam ich owoców, postanowiłam, że je tylko odmłodzę, a z czarnej porzeczki zrobię sadzonki, bo jak na razie nie widać, żeby na coś chorowała. Może jest to jakaś stara odmiana w miarę odporna, a może dobrze jej pod tą jabłonią. No w każdym razie, ja byłam zdziwiona, że mimo iż rosną w półcieniu miały bardzo słodkie owoce. A w tym roku po przycięciu, czerwona porzeczka miała grona wręcz wystawowe.
Rośnie również ocieniana lekko gałęziami jabłoni piękna nieznajoma czyli jakaś stara róża stulistna, którą tutaj w tej okolicy widziałam w kilku ogródkach. Tak w ogóle teren przed jabłonią to dawny przedogródek z resztkami kwiatów poprzedniej gospodyni. Z tegoż przedogródka właśnie wykopałam kamienne goździki, wściekle różowe, ale jakże uroczo pachnące floksy. Czasami mi się wydaje, że ogród bez pachnących floksów, to jak suknia bez biżuterii. Jeszcze zostały mi do wykopania irysy biało-niebieskie, ale ciągle nie mam czasu, aby z nimi zrobić porządek.
Przycinanie drzew i krzewów powinniśmy zakończyć przed końcem sierpnia, aby nowo wyrośnięte pędy zdążyły zdrewnieć przed zimą.