Ogród z pomysłem

Jak pomysłowo, ciekawie i atrakcyjnie urządzić ogród?

 Skalniak, czerwiec- sierpień 2010

Te sympatyczne, śliczne przylaszczki, odbyły sporą drogę nim trafiły na swe miejsce w ogrodzie, gdzie właściwie słowo "ogród" nie jest najlepszym określeniem. Bowiem całość to ponad hektarowe gospodarstwo, i tu muszę powiedzieć, że z kolei "gospodarstwo" nie pełni już tej funkcji, jaką pełniło kiedyś, gdy gospodarzyli tu ludzie zajmujący się uprawą tej kamienistej ziemi i hodowlą inwentarza domowego. Wspominam o tym dlatego, że właśnie tu, czyli na terenie byłego gospodarstwa będzie rozgrywać się akcja- jak urządzić pomysłowo ogród. Muszę dodać, że jest ono położone na Pogórzu Ciężkowickim, na wysokości niecałe 400 m npm i ze wszystkich stron jest otoczone lasem. Lasem bardzo pięknym, mieszanym, z przewagą buku i jodły. Natomiast tam gdzie las zarasta dawno już nieuprawiane pola, niepodzielnie króluje brzoza z sosną. Dlatego też mając tak piękne otoczenie, postanowiłam, że ogród, który będę urządzać, przede wszystkim będzie komponować się z otoczeniem. Inspiracją zaś do akurat tego, a nie innego wyboru będzie to co natura sama mi oferuje i to co zastałam po poprzednich właścicielach.

Zaczynam więc od mini skalnego ogrodu.

Zaczęło się od tego, że koniecznie musiałam zrobić coś koło murku oporowego, podtrzymującego skarpę przy stodole. Zupełnie spontanicznie zaczęłam przy nim robić schodki. Początkowo użyłam dwóch pustaków, które miały mieć w dziurach posadzone rośliny, ale potem stwierdziłam, że jednak wszystko będzie z kamienia. Kamienie trzeba było dotargać z miejsca położonego wyżej. Trochę to kosztowało wysiłku. Do pomocy mieliśmy drewnianą taczkę znalezioną w obórce.

Zrobiłam schodki w sumie bardzo łatwo, bo grunt okazał się bardzo stabilny. Po zebraniu próchnicznej warstwy, rodzimy grunt trzymał się bardzo dobrze. Kamienie pod stopy położyłam nachylając je lekko ukośnie do wnętrza stoku, żeby przy stawianiu stóp dobrze się trzymały i nie kiwały. A używałam prawie dziecinnej łopatki, takiej niedużej sztychówki, bardzo poręcznej. Czerwcowa ulewa  przetestowała schodki wyśmienicie, nic się nie rozleciało.

Ponieważ miałam parę roślin do rozlokowania, z prawej strony schodków pod murkiem oporowym zrobiłam coś w rodzaju kamiennej donicy-korytka,  gdzie posadziłam pierwsze rośliny. Pierwszym był powojnik botaniczny. Na tej żyznej ziemi ( tam bowiem był składowany obornik) tak bujnie wyrósł, że jesienią eksmitowałam go zupełnie gdzie indziej. Ale póki co był świetną dekoracją przez całe ubiegłe lato. Z prawej strony pod murem stodoły, posadziłam jeszcze dwa powojniki botaniczne, ale niestety jesienią podgryzły je jakieś nornice. Szkoda, bo jeden z nich bardzo ładnie pachniał.

W zapuszczonym malutkim ogródku przed stodołą od strony drogi, znalazłam kamienne goździki i nimi obsadziłam schodki. Nad murkiem oporowym zasadziłam przylaszczki, sasanki ( zjedzone niestety), a w donicy akurat to co miałam, czyli Trzykrotkę Andersona - kwitła do samych mrozów i padła właściwie dopiero w lutym, pod śniegiem było jej bardzo dobrze.

Jak już to zrobiłam, to wtedy syn stwierdził, że trzeba coś z lewej strony schodków koniecznie zrobić. I tak powstał mini skalny ogródek, bo słowa wprowadziliśmy w czyn. Napracowaliśmy się bardzo, bo przecież trzeba było przetransportować kamienie, ale trud się opłacił. Ponieważ kamienie długo leżały na stercie i porosły mchem, to od razu wyglądały jak już dawno położone.

Pustakowe schodki zostały wymienione na kamienne, od razu widać było efekt. Zabraliśmy się zatem za układanie kamieni z lewej strony. Poszło nam to nawet całkiem sprawnie, choć parę kamieni i to jak na złość dużych układaliśmy parę razy, nie mogąc zdecydować się na ich ułożenie. W końcu wieczorem skończyliśmy, zajęło nam to prawie cały dzień. Oczywiście w szczeliny między kamieniami nasypałam żyznej ziemi ( wiedziałam, że nie będę na pewno sadzić roślin typowo skalnych, które nie lubią żyznej gleby i źle w niej rosną ), wszystko solidnie podlaliśmy, aby ziemia dobrze osiadła i by umyć kamienie. Kamienie położyliśmy tak solidnie, że żaden ani drgnie, można spokojnie po  nich chodzić.

Nie bardzo wiedziałam czym obsadzić ten mini skalniak, bo w końcu duży to on nie jest, a oświetlenie ma, powiedziałabym półcieniem. Przypadek sprawił, że byłam w szkółce roślin i wypatrzyłam tam karłowate funkie. I decyzje podjęłam, rośliną przewodnią będą funkie, a reszta to tubylcza roślinność, która  ma się sama tam zasiedlić, względnie ja troszkę jej w tym pomogę.

Skalniak, rok 2011

I tak w marcu pokazała się sympatyczna roślinka  rogownica- jaka dokladnie nie wiem, ale w końcu nie takie to ważne. Nim wypuściła pędy kwiatowe, wyglądała jak zielona poduszeczka. Kiedy zaczęła kwitnąć przycięłam ją i zobaczymy co będzie dalej. Kolejną roślinką, która ma się świetnie jest - bodziszek. Początkowo był tak malutki, że już myślałam, że będę miała jakieś nowe karłowate bodziszki, ale powoli, powoli, rozrósł się całkiem poważnie i niedługo zacznie kwitnąć.W kwietniu niespodziankę zrobiła mi rzeżucha łąkowa, taka skromna roślinka, a wyglądała bardzo dekoracyjnie kiedy zakwitła drobnymi, biało-liliowymi kwiatuszkami. Na skalniak wprowadziło się oczywiście całe mnóstwo innych roślinek, ale nie wszystkim pozwalam tam rosnąć.  Z dopuszczalnych są : szczawik zajęczy, krwawnik, babka lancetowata, tojeść rozesłana, bluszczyk kurdybanek, dąbrówka rozłogowa. Dąbrówka bardzo się rozrosła, nie wiem, czy nie trzeba ją będzie troszkę ograniczyć. Bardzo ładnie zadomowił sie też bluszczyk kurdybanek, który jest nawiasem mówiąc zapomnianym bardzo  pożytecznym ziółkiem.

Przesadzone przeze mnie goździki kamienne też rozrosły się bardzo, co nawet mnie zdziwiło, bo rosną trochę jednak w miejscu półcienistym.

Funkie, które posadziłam, zimę świetnie przetrzymały, ale niestety kilka zostało zjedzonych przez gryzonie. Znakomicie rosną i widać, że miejsce im to służy, żurawki i tiarella. Kupiłam takie bidulki na wyprzedaży i okazało się, że przeszły świetną rekonwalescencję.

Ale, zapomniałabym o jednej z moich ulubionych roślinek, mianowicie przetaczniku ożankowatym, który bardzo pospolicie występuję prawie wszędzie. Nie wiem dlaczego, ale zawsze nazywałam te kwiatuszki " żabie oczka", żabki to raczej niebieskich oczek nie mają, ale mimo wszystko jakoś mi się tak kojarzyły. Na razie wprowadziła się jedna roślinka i i wygląda dość skromnie, no ale na pewno się rozrośnie i pewnie  trzeba ją będzie ograniczać.

Poważne jednak zadanie dopiero przede mną. Mianowicie jak wspominałam skalniak powstaje w miejscu gdzie był składowany obornik. Otóż z jednej strony ograniczała go naturalna skarpa wzmocniona murkiem oporowym, a z drugiej strony wybudowany murek z pustaków, który po wielu latach nabrał swoistej patyny. Zadanie - to  wybranie przekompostowanego właściwie już obornika.  Na razie kilkanaście taczek zużyłam do tunelu pod pomidory.  Chciałabym już jak najszybciej go stamtąd usunąć, bo mam zamiar na tym miejscu  zrobić taras.

Natomiast przed pustakowym murkiem zrobiłam podobną donicę  jak przy murku oporowym. Miejsce to jest bardzo nasłonecznione, bo skierowane na południe, dodatkowo mur i kamienie kumulują ciepło. W ubiegłym roku w sierpniu posadziłam tam rozchodniki z kocimiętką. Jesienią nasadziłam narcyzy i wiosna na podwórku była bardzo wesoła.

Czerwiec 2011

No i wreszcie wszystko bujnie się rozrasta. Hostom jest bardzo dobrze między kamieniami i pod olbrzymim rozłożystym orzechem, który daje im świetne ażurowe światło. Jak widać orzech w ogóle im nie szkodzi , wręcz przeciwnie rosną bardzo ładnie. Podobno pod orzechami nic nie chce rosnąć. To chyba kolejny  mit. Inna sprawa, że orzech jest bardzo wysoki i nad skalniak zachodzi tylko jego jeden konar. Goździki też zakwitły pięknie, ale niestety jedna kępka jest wyraźnie chora, dopadła ją rdza. Chyba nie będę go pryskać tylko po prostu wyrzucę. W skalniaku zagnieździła się ropucha i jaszczurki, to szkoda by mi było gdybym je podtruła jakimś opryskiem przeciwgrzybowym.

Na różowo zakwitły lilie złotogłów, a lilia tygrysia jeszcze w pąkach.

Lipiec 2011

Już druga połowa lipca trwa w najlepsze, a lilia tygrysia ciągle w pąkach. Kilka z nich jest już solidnie wybarwionych i widać, że lada dzień się rozwiną. Goździki brodate już przekwitły, funkie jeszcze w kwiatach, aczkolwiek już nie wszystkie. Tojeść rozesłana rozpanoszyła się na całego. Nieustająco od maja kwitnie i rozrasta się serduszka okazała. Mimo ciągłych opadów deszczu bardzo dobrze mają się gruboszowate. Co jakiś czas przemyka po kamieniach jaszczurka zwinka, ale oczywiście nie mam wtedy aparatu w pobliżu. Kiedyś pewnie dobre kilkanaście minut obserwowałyśmy się wzajemnie, w końcu kiedy ja zdecydowałam się biec po aparat,  oczywiście jaszczurka czmychnęła.

Wreszcie zakwitła lilia tygrysia, a obok na grządce zakwitła również lilia tygrysia pełna. Aura nie jest niestety zbyt łaskawa i prawie cały dzień pada, ale trzeba przyznać, że płatki tej lilii są dość odporne na deszcz.